niedziela, 21 października 2012

Quand l'horloge sonne minuit ...

'W życiu bo­wiem is­tnieją rzeczy, o które war­to wal­czyć do sa­mego końca.' 

Uciekam. Znikam. Muszę trochę odseparować się od tej biologii, bo mi zaczyna odbijać. Ech, kiepsko, jutro na siódmą do szkoły. Pocieszenie znajduję w fakcie, że jedynie do jedenastej, ale później dwie godziny korków. I tak, do domu trafię przed trzecią, jak dobrze pójdzie i przy pomyślnych wiatrach. Trzeba rzucić się na Witowskiego. Bio- Witowski przerobione prawie wszystko o roślinach, pozostaje Chem - Witowski. Wczoraj Mama wróciła z dziwną wiadomością. Otóż, zamieniła kilka słów z lekarzem, który ma pracować w jej szkole. Rozmawiali oczywiście po części i o mnie. Chciałabym być tam i słyszeć wszystko, ale niestety,  otrzymałam jedynie krótką notkę na różne tematy. No więc znowu mam dylemat. Zaczęłam nastawiać się bardziej na Śląsk niż Poznań. Ale, tak szczerze powiedziawszy, to głupota. W sensie, nastawianie się na cokolwiek. Najpierw trzeba zakuwać, później - daj Boże - zdać jak najlepiej maturkę i dostać się. Wtedy można się "nastawiać". Tak też zrobię. Także, tym lekkim akcentem nieświadomości kończę notkę przed kolejno tygodniową masakrą.
Ahaa, bym zapomniała, w piątek dostałam aparat fotograficzny, więc - JESTĘ FOTOGRAFĘ!!



Tu taka mała próbka moich możliwości. Wiadomo, nie od razu Rzym zbudowano;)

Bonne chance la semaine prochaine!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz