'Od dziś nie zważam na innych, dbam tylko o siebie'
A dziś jest już czwartek... Przeraża mnie perspektywa poniedziałku i ponownego pójścia do szkoły, po jakże błogim okresie ferii. Z jednej strony jestem z siebie dumna, bo po części wykonałam swój plan działania. Z drugiej jednak, trochę się na sobie zawiodłam. Mimo wszystko, odpowiedni plan powinien być elastyczny, a to przeświadczenie uspokaja mnie.
Wciąż próbuję rozwikłać zagadkę ludzkiego umysłu. Obserwuję zachowania różnych osób, a wszystko to rejestrują moje szare komórki. Wątpię jednak, czy kiedykolwiek uda mi się wysnuć konkretne konkluzje. Każdy człowiek jest inny. Najbardziej irytuje mnie ta cała gama pozorów, jakie potrafi sobie utkać. Z początku wydaje nam się, że ktoś jest - kolokwialnie mówiąc - niefajny. Później jednak, poznajemy tego kogoś, zaczynamy go lubić, mieć wspólne tematy, a po dłuższym czasie, wydaje nam się, że to ktoś godny zaufania. Aż tu nagle dojdzie do tego momentu, w którym przekonujemy się NA PRAWDĘ jaka ta osoba jest. Właśnie ta chwila staje się punktem zwrotnym w relacji pomiędzy tym kimś, a nami. Może dla nas ten człowiek był kimś wyjątkowym, sprawiał pozory inteligentnego, takiego, który nie trawi błahych, 'bezpłciowych' tematów. Właśnie. Pozory. Zapewne, w języku polskim jest wiele przysłów, które mówią, żeby to nie one były wyznacznikiem oceny człowieka. 'Nie oceniaj ludzi po pozorach', czy 'nie oceniaj książki po okładce', to chyba najczęściej używane. Niestety, są w 100% prawdziwe. Często, przekonujemy się o tym w dość bolesny sposób. Znów tracimy zaufanie do ludzi, nie chcemy już zawiązywać nowych kontaktów, bo boimy się prawdy, boimy się rozczarowania. Ale tego nie można zmienić! Ludzie to pozoranci, bez względu na to, czy się do tego przyznają, czy nie. Prawda jest taka, że nawet kiedy nie jesteśmy tego świadomi 'sprawiamy jakieś pozory'. W końcu, każdy człowiek myśli inaczej, każdy coś innego o nas pomyśli, według każdej tej osoby będziemy zupełnie innymi ludźmi. Dla jednych niezwykle inteligentni, błyskotliwi, wspaniali przyjaciele. Ale dla drugich, beznadziejni, dziwni, zarozumiali, jednym słowem 'nie pasujący do towarzystwa'. Może to więcej słów, mimo to, tak jest. Straszna to prawda i pewnie niejeden z nas niezbyt chce się do niej przyznać. Ja próbuję nie oceniać książek po okładce, lecz starać się je zgłębić, ażeby dopiero później utworzyć opinię. Jednak wielokrotnie spotkałam się z sytuacją, w której sądziłam, że już wystarczająco długo 'czytałam tą książkę' i mam o niej tak dużą wiedzę, że mogę spokojnie wydać werdykt na jej temat. Później okazywało się, że czas był zbyt krótki, książka z każdą stroną okazywała się gorsza, a gdy dotarłam do tych końcowych, opinia o niej była odmienna od tej wyrobionej na początku.
Niezbadane są wyroki boskie. Niestety muszę przyznać, że w swoim dotychczasowych życiu trafiłam na niewiele książek wartych dalszego studiowania. Większość była powierzchownie piękna, lecz we wnętrzu, kompletnie bez polotu. Wszystko jednak przede mną.
'Just fly!'
Czyżbym miała kolejne postanowienia? Ostatnio wytyczyłam sobie dość konkretne cele i staram się wdrażać je w życie z każdą sekundą. Mimo to, czuję, że potrzebuję porządnego, konkretnego planu, na którym mogłabym się oprzeć. Nie chcę tu używać dość brzydkiego powiedzonka, którym podsumować można to całe planowanie, ale tak w ogóle, bez planu długo nie wytrzymam.
Dziś, zmuszona przez okrutną Rodzicielkę pod przymusem i groźbą wypatroszenia ukochanego misia Przytulaska, wyszłam na Świat Zewnętrzny! Oczywiście, robię to prawie co dzień, jednak dzisiaj nie bardzo miałam ochotę. Pomimo całej niechęci, jaka się we mnie zebrała posłuchałam Mamy i opuściłam bezpieczne mury domostwa. Jakaż to była radość, gdy w me ramiona trafił mój Bąbel kochany (Bąbel- mała kotka, której białe futro usiane jest tu i ówdzie burymi plamkami). Siedziałam tak z nią, napawając się obustronnym szczęściem, choć prawdopodobnie, większym w jej przypadku. Wcześniej jednak, stojąc tak na środku czegoś, co można by nazwać polaną, nagle zaczął padać deszcze. Maleńkie kropelki uderzały prawie niezauważalnie o moje policzki, co wywołało niewytłumaczalny uśmiech. Spojrzałam w niebo i rozpromieniłam się. Nigdy nie przepadałam za deszczem, ale teraz, chyba go polubiłam. Może to przez film
"O północy w Paryżu", który poruszył najgłębiej ukryte neurony, odpowiedzialne za emocje, za podziw i szczęście. Chciałabym zamieszkać w Paryżu. Albo Barcelonie. Albo Veronie. Ale to jeszcze kwestia do rozpatrzenia. Myślę jednak pozytywnie. Dlaczego nie? Nie przekonam się, czy sobie poradzę, póki nie spróbuję! Muszę tylko trochę podszlifować angielski i mieć dużo wiary w siebie, i samozaparcia. Wszystko to jest do osiągnięcia, a więc, życzcie mi powodzenia!
Na prawdę świetny kawałek! Słucham go i słucham. UWAGA! Uzależnia;)
Jusqu'à la prochaine!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz